Wczorajsze eksperymenty związane z przygotowywaniem ciecierzycowej pasty kanapkowej na słodko, zakończyły się upieczeniem czekoladowego deseru.
Smarowidło bazowe (ciecierzyca + masło migdałowe + słód) stało się zaczątkiem deseru przypominającego mi bardzo brownie.
1 puszka ciecierzycy
3 łyżki masła migdałowego
3 czubate łyżki kakao
2 łyżki słodu ryżowego
2 kwaskowate jabłka
1/2 szklanki maki owsianej
2 łyżki skrobi kukurydzianej
1 łyżeczka esencji waniliowej
Wszystko do blendera, a potem masę do piekarnika na ok 40 minut w 180 stopniach. Porcja wystarczyła na trzy okrągłe foremki o średnicy 14 cm, do jednej z nich włożyłam na spód obraną gruszkę w ćwiartkach, którą zalałam czekoladową masą. Porcję z gruszką pochłonęłam na ciepło - i była pyszna, jak mus czekoladowy. Dwie pozostałe powędrowały na noc do lodówki, a na zimno były chyba jeszcze lepsze i nabrały konsystencji zdatnej do krojenia.
2 łyżki słodu ryżowego
2 kwaskowate jabłka
1/2 szklanki maki owsianej
2 łyżki skrobi kukurydzianej
1 łyżeczka esencji waniliowej
Wszystko do blendera, a potem masę do piekarnika na ok 40 minut w 180 stopniach. Porcja wystarczyła na trzy okrągłe foremki o średnicy 14 cm, do jednej z nich włożyłam na spód obraną gruszkę w ćwiartkach, którą zalałam czekoladową masą. Porcję z gruszką pochłonęłam na ciepło - i była pyszna, jak mus czekoladowy. Dwie pozostałe powędrowały na noc do lodówki, a na zimno były chyba jeszcze lepsze i nabrały konsystencji zdatnej do krojenia.


